RSS
czwartek, 26 czerwca 2014

 

31 maja 2014 roku, godzina 5 rano, zbiórka na lotnisku w Cork.


Wszyscy jeszcze trochę zaspani, ale podekscytowani – rodzice, że tracą na tydzień dzieci z oczu;  nauczycielki, bo odpowiedzialność wielka; dzieci – bo wycieczka do Polski, tydzień bez rodziców. Godzina 7.15 – lecimy!!!


Gdy wylądowaliśmy  w Gdańsku, pierwszym bardzo pozytywnym zaskoczeniem była pogoda – piękne słońce i ciepło. Zapakowaliśmy się do naszego autobusu i w drogę do Malborka. Najbardziej ucieszył nas widok polskich bocianów i biedronek – sklepów J

 

Pierwsze miejsce postoju – dom wycieczkowy ze wspólnym pokojem dla wszystkich dziewczyn i jednym dla wszystkich chłopców. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie łazienki… Tylko dwie … A jeszcze jedna grupa przyjechała – część z nas postanowiła, że wcześniej zacznie ,,obchody dnia dziecka” .

 

Zamek w Malborku – imponujący, ogromny, wspaniały. Ciekawe opowieści pani przewodnik, której wpadł w oko nasz Kuba G., a zwłaszcza jego oczy.

Pierwsze zakupy pamiątek -  nasi chłopcy są już uzbrojeni – mają łuki, strzały… Nie wiemy tylko, czy możemy czuć się dzięki temu bezpieczniej.

Do pensjonatu wracamy drogą wzdłuż Nogatu – piękny spacer.

Wieczorem byliśmy na spektaklu "Światło i dźwięk". Oczekując na początek przedstawienia, przypomnieliśmy sobie, za czym w Irlandii na pewno nie tęsknimy - za chamstwem, bezczelnością, wulgarnością... Szkoda słów na opisywanie sytuacji... Ale Pani dyrektor dzielnie nas broniła- jak lwica J

Widowisko nas nieco rozczarowało. Troszkę nudne było, choć światła  w zamku robiły wrażenie… i ten tajemniczy mnich…


 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

 

Drugi dzień wycieczki to Dzień Dziecka.


Chyba z tej okazji dzieci wstały bardzo wcześnie – chyba były głodne…emocji.


Po śniadaniu jedziemy do Wdzydz Kiszewskich.  Bagaże zostawiliśmy w pięknym pensjonacie (z łazienkami w każdym pokoju). I ruszyliśmy zwiedzać. Piękny skansen, ciekawa lekcja języka kaszubskiego. Niektórzy nawet na grochu musieli klęczeć. Padła propozycja, by zakupić takie do naszej szkoły – pani dyrektor powiedziała, że to rozważy J

Najbardziej podobała nam się możliwość zabawy – uczyliśmy się chodzić na szczudłach, graliśmy w gry podobne do tych, w które grali nasi rodzice, a może nawet dziadkowie; a najciekawsze było piłowanie drewna – prawie wszyscy zdobyli medal!

Przed obiadem odpoczynek nad jeziorem – cudownie!

Kolejna atrakcja –wieża widokowa. Z pełnymi brzuszkami trochę ciężko się wchodziło, ale było warto -  widać lasy, jeziora.

Już mieliśmy wracać, gdy chłopcy zauważyli  rowerki wodne  przypominające garbuski. Wszystkim (nawet panu kierowcy) oczy się zaświeciły. Szybka decyzja – płyniemy!  Po jeziorze echem rozchodził się śmiech i pisk naszych dziewczyn. A Marcin to nawet nogi sobie moczył. Rewelacja!!!

Chwila czasu wolnego – większość biegnie po lody, bo bardzo ciepło.

A wieczorem ognisko, kiełbaski, śpiewy, zabawy…  i zachód słońca nad jeziorem...


 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

POMORZE

 

 

 

Dzień trzeci.


Następnego dnia zobaczyliśmy miasto, z którego pochodzi pani Monika – Lębork.

Zjedliśmy  lody – podobno najlepsze na świecie i pyszny obiad – prawie tak dobry jak w domu. Były naleśniki z truskawkami i śmietaną  - pychota.

Kolejnym miejscem postoju był Sarbsk i fokarium. Zabawne foczki wszystkim się podobały.  Pięknie rozbudowany park rozrywki - dużo do oglądania, dużo sklepików z pamiątkami. I atrakcja w 3D, która trochę nas wystraszyła. Chciał nas pożreć rekin !!!


 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

 

 

Łeba -  domki dla wczasowiczów. Chłodno, ale wcale się tym nie przejmujemy. Nasze panie robią szybkie zakupy i przygotowują pyszną kolację. Niektórzy wybrali zupki chińskie – masakra… Idziemy zobaczyć miasto, a przede wszystkim morze. Bałtyk o zachodzie słońca wygląda wspaniale!


 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze


 

Kolejny dzień przywitał nas mżawką.

 

Pomimo niesprzyjającej pogody ruszyliśmy na wydmy. Szliśmy ponad 7 km po plaży. Trochę marudziliśmy, że daleko, że nudno, że wszystko  boli, ale gdy zobaczyliśmy piaski wydm – odżyliśmy. Tak chyba wygląda pustynia. Niesamowite miejsce.  Z powrotem też pieszo – daliśmy radę! A gdy usiedliśmy  w restauracji to nawet nie chciało nam się rozmawiać – podobno byliśmy tam najgrzeczniejszą grupą J


 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

 

I kolejne miasto, kolejny pensjonat -  w Jastrzębiej Górze. Tu okazało się, że wśród naszych uczniów mamy parę zakochanych.  Pierwsza randka na ogrodowej huśtawce – słodki obrazek.

Po kolacji znów idziemy na plażę – tym razem trzeba było na nią zejść po prawie trzystu schodkach.  Jedna z dziewczynek nie była pewna, czy to wciąż Bałtyk, ale utwierdziliśmy ją w tym, że tylko nasze morze wygląda tak pięknie.

Nasze panie ogłosiły konkurs na zamek z piasku. Szybko podzieliliśmy się na 3 drużyny i wzięliśmy się do pracy. Wynik nas samych zaskoczył – wspaniałe budowle. Panie przyznały  3 nagrody – za innowacyjność, kreatywność i nawiązania historyczne.

 

Piąty dzień - spływ kajakiem 

 

Okazało się, że nie wszyscy radzą sobie równie dobrze. Część grupy szybko i bez problemu dotarła do celu, część długo opanowywała trudną sztukę kierowania kajakiem na wąskiej rzece pełnej zakoli i szuwarów. Niektórzy byli bardzo zmęczeni i mokrzy, ale widok plaży w Dąbkach zrekompensował cały wysiłek i stres. Przepiękne miejsce.

 

Po obiedzie - wyprawa na Półwysep Helski. Chałupy przywitały nas ulewnym deszczem. A mieliśmy znów spędzić czas na plaży, mieliśmy w końcu popływać…

Na Helu jednak, nie zważając na deszcz, ruszyliśmy na spacer.  Zjedliśmy przepyszne gofry z owocami - nigdzie przecież tak dobrze nie smakują jak nad polskim morzem.

A wieczorem po kolacji ( mieliśmy kiełbaski z grilla) panie zrobiły nam niespodziankę  - dyskoteka!


 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze


 

Ostatnim etapem podróży było Trójmiasto.


Pan kierowca zostawił nas przed pensjonatem i odjechał, zabierając nasze duże walizki.

Ruszyliśmy na stare miasto. Najpierw pokłoniliśmy się Neptunowi, a potem pobiegliśmy na statek, z pokładu którego obejrzeliśmy sobie stary żuraw, prawy i lewy brzeg Motławy i dopłynęliśmy do Westerplatte. Tam czuje się wielką historię. Przy wielkim pomniku poczuliśmy ogromny szacunek dla wszystkich walczących o wolność naszego kraju.

Po powrocie do Gdańska panie dały nam czas wolny – tu było gdzie chodzić, co oglądać i co kupować, tylko że pieniążków mieliśmy już coraz mniej .

Po kolacji znów wybraliśmy się na spacer – Gdańsk wieczorową porą jest jeszcze piękniejszy.


 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze


 

Następnego dnia -  Gdynia.


Podróż szybką kolejką miejską  to też ciekawa atrakcja. Spacer po Skwerze Kościuszki – Błyskawica, Dar Pomorza  i wizyta w oceanarium  - wszyscy są już trochę zmęczeni tym zwiedzaniem… Znów chwila czasu wolnego i kolejne pamiątki – wszyscy zbieramy magnesy.


 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze

 

Pomorze


 

I na koniec Sopot


Molo po remoncie, pięknie rozbudowane - robi wrażenie.


 

Pomorze


  

Plaża – w końcu  wskakujemy  do Bałtyku -  bez tego wycieczka nie byłaby zaliczona. Niektórzy muszą wracać do pensjonatu mokrzy, ale cóż – liczy się zabawa.

Kolacja u Franciszkanów - podali zupę ogórkową i pierogi z truskawkami. Przepyszne.

Ostatni wieczór w Polsce. Jesteśmy trochę  smutni, że tak szybko skończyła się nasza przygoda. Niektórzy nawet płaczą, tulą się... Długo nie możemy zasnąć.

Wstaliśmy wcześnie rano, by wyruszyć na lotnisko - także bardzo rozbudowane i odmienione. Po odprawie, gdy waga bagażu przestaje być istotna, kupujemy ostatnie drobiazgi i smakołyki.


 

Pomorze


 

A w samolocie – większość z nas  ... zasnęła  na siedząco…

czwartek, 30 stycznia 2014

W ubiegłym roku szkolnym nasza Pani Kierownik zainicjowała pierwszą w historii szkoły wycieczkę - udaliśmy się wtedy do Paryża - relację z pobytu w mieście zakochanych znajdziecie tutaj.

Poszliśmy za ciosem - nowy rok szkolny - nowa wycieczka. Namawialiśmy naszego historyka, Pana Tomka, by zorganizował zimowisko, ponieważ nie raz opowiadał nam, jak kiedyś w Polsce jeździł z młodzieżą na kolonie, obozy i zimowiska.

Jak powszechnie wiadomo, w Irlandii zimy nie ma, a my wszyscy spragnieni byliśmy śniegu i białych ferii. Och, biały puch dookoła, lepienie bałwanów, rzucanie się śnieżkami i - przede wszystkim - szusowanie na nartach :)

Marzenia do spełnienia? Dlaczego nie!

Najpierw odbyły się zapisy, potem organizacja wyjazdu, pakowanie i wylot - wylecieliśmy z Cork do Krakowa 10 stycznia.

W Krakowie czekał już na nas autobus, którym dostaliśmy się do naszego pensjonatu w Białym Dunajcu. Tutaj warto wspomnieć, że atmosfera była przednia, a posiłki wprost rewelacyjne! Nikt nie marudził, że mu coś nie smakuje - prawdziwe, polskie domowe jedzonko! Mniam!!!

 

 

Trochę martwiliśmy się o pogodę, bo do białego szaleństwa w dniu przylotu było daleko. Pan Tomek musiał zrobić rekonesans i znaleźć taki stok, na którym był śnieg - niestety, sztuczny.

Na szczęście udało się - temperatura spadła, śniegu trochę napadało, więc można było rozpocząć naukę jazdy na nartach.

 

 

 

Zaczęliśmy od oślej łąki w Poroninie " U Gruloka". Większość z nas po raz pierwszy w życiu miała narty na nogach, dlatego nasza instruktorka, Pani Natalia,  pokazała nam, jak w razie niebezpieczeństwa bezpiecznie hamować, czytaj upadać :)

 

 

 

 

 

 W niedzielę wzięliśmy udział we mszy świętej w kościele na Krzeptówkach w Zakopanem, a po obiedzie ponownie wyruszyliśmy na stok, by doskonalić jazdę na nartach.

 

 

W poniedziałek po zwiedzeniu okolicy wyjechaliśmy do Małego Cichego - tam musieliśmy zmierzyć się już z wyższym stokiem. Sprawiło nam to ogromną frajdę i jednocześnie dało satysfakcję, że przezwyciężyliśmy początkowy strach.

Poniżej my z naszymi instruktorami - Panią Natalią i jej bratem Klimkiem:

 

 

Wieczorem pan Tomek zorganizował nam kulig - to dopiero była jazda!

 

 

 

Zwieńczeniem kuligu było ognisko i pieczenie kiełbasek :)

 

 

Wtorek upłynął pod znakiem zwiedzania Krakowa - Wawelu oraz Sukiennic i atrakcji, jakie zapewniono nam w Aqua Parku. Tutaj wiek nie grał roli - bawiliśmy się wszyscy przednio!

 

 

 

 

I wygłupy w Aqua Parku:

 

 

 

W środę spotkaliśmy się z ratownikami TOPR - opowiadali nam oni o swojej wyjątkowej pracy, a także pozwolili nam na obejrzenie śmigłowca ratunkowego - każdy z nas zrobił sobie przy nim pamiątkowe zdjęcie.

 

 

 

Oczywiście po południu udaliśmy się na stok do Małego Cichego - warto tutaj dodać, że był to najwyższy stok, na który wjeżdżaliśmy wyciągiem krzesełkowym. Radziliśmy sobie naprawdę dobrze, z czego byliśmy niezmiernie dumni! Niektórzy z nas zjeżdżali już jak prawdziwi weterani nart.

 

 

 

Czwartek rozpoczęliśmy od stoku, ponieważ był to nasz ostatni dzień przed wyjazdem - chcieliśmy wykorzystać go maksymalnie, tym bardziej że naprawdę pokochaliśmy narty!!!

 

 

 

 

Po południu zwiedziliśmy skocznię w Zakopanem, gdzie na Wielkiej Krokwi odbywały się treningi skoczków narciarskich tuż przed rozpoczęciem mistrzostw Pucharu Świata 2014.

 

 

Nasi opiekunowie nie zapomnieli o tym, że młodzież lubi się bawić - zorganizowali nam również dyskotekę w pensjonacie:

 

 

W piątek pakowaliśmy się i robiliśmy ostatnie zakupy. Do pensjonatu przyjechali Górale z prawdziwymi oscypkami, byśmy mogli skosztować tego regionalnego przysmaku. Łzy w oczach się kręciły, ale tak to już jest, że wszystko co dobre, szybko się kończy.

 

W czasie zimowiska wszyscy bardzo się ze sobą zżyli - mimo sporej rozpiętości wiekowej - razem spędzaliśmy ten czas i razem uczyliśmy się zjeżdżać na nartach. Tutaj byliśmy równi  - bez względu na wiek i staż w szusowaniu jednakowo zaliczaliśmy upadki :)

 

 

 

 

Na koniec chcielibyśmy podziękować organizatorowi zimowiska - Panu Tomkowi, naszej opiekunce, Pani Magdzie oraz rodzicom, którzy z nami byli - Pani Karolinie oraz Panu Krzysztofowi :) To był niezapomniany czas!

Wracamy - mamy łączność z siecią!!!!

 

 

 I podróż do Cork:

 

 

KONIEC :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 30 listopada 2013
Jestem uczniem, który przeżywa takie same przygody jak Wy. Czasami jest mi bardzo wesoło, czasami się smucę. Nigdy jednak się nie nudzę- bo w szkole jest mnóstwo rzeczy do odkrycia! Mikołajki w naszej klasie to magiczny dzień. Każdy zamienia się w Świętego Mikołaja!
czwartek, 20 czerwca 2013

       Wszystko co się zaczyna, musi się kiedyś skończyć. Tak też dzieje z obecnym rokiem szkolnym. Czerwiec to miesiąc, w którym wszyscy- bez względu na wiek, płeć i zajęcie czy zawód- myślą o wakacjach. Słoneczne dni-choć tych w Irlandii jest raczej niewiele, długie wieczory, perspektywa wyjazdu do Polski lub na zagraniczne tropikalne wczasy, nie pozwalają się skupić podczas tych ostatnich szkolnych dni. 

Wakacje są po to, by odpocząć, by naładować baterie czy zresetować mózg. Czy oznacza to, że wyłączamy myślenie na dwa miesiące? A może by tak się czegoś nauczyć podczas letnich miesięcy? Może wykorzystać wolny czas na to, czego nie udało się zrobić dobrze w trakcie roku szkolnego? Myślicie pewnie, że całkiem oszalałam :) Co to w ogóle za pomysł?

Może nie taki całkiem bez sensu. Lato może być czasem dobrze wykorzystanym. Może być czasem na rozwijanie pasji i porządkowanie ważnych spraw.

1. SZKOŁA GRY NA GITARZE...

W ciągu roku szkolnego brak czasu na wszystko. Tylko kucie i kucie, lektury, testy, egzaminy itd. Może Twoja pasją jest gra na jakimś instrumencie, albo szachy, rolki, rower, malarstwo, język francuski...? Wykorzystaj czas wolny od szkoły i oddaj się temu, co kochasz. Taka nauka nie będzie przymusem ani obowiązkiem- to będzie Twój wybór- a wówczas oddasz się temu bez reszty.

2. POMOC ZWIERZAKOM...

To jest taki wolontariat. Wykonuje się prace porządkowe, karmi się psiaki, wyprowadza się je na spacery. Chcesz spróbować takiej pracy? Można poznać też historię tych zwierzaków i przekonać się jak wielu ludzi pomaga bezinteresownie schronisku, i że warto robić coś nie tylko za pieniądze.

3. ZACZYTAĆ SIĘ NA ŚMIERĆ...

Można wreszcie nadrobić zaległości :) Tyle ciekawych, wciągających książek. Ja osobiście czekam właśnie na to :) Zamierzam przeczytać wszystko, co wpadnie mi w ręce. Będę jeść i czytać, opalać się i czytać, leżeć na kocu pod drzewem w sadzie i czytać, itd. Może wrzucimy wątek ma bloga: książka moich wakacji? I będziemy sobie polecać ciekawe nowości i nie tylko? ...

      Jakkolwiek zamierzacie spędzić te wakacje, życzę Wam udanego wypoczynku i sami zdecydujcie jak je spędzicie. Nie marnujcie jednak czasu :) Pogody, pogody i jeszcze raz pogody...

Monika Okuniewska

Tagi: wakacje
23:00, spkcork
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 czerwca 2013

Ostatni dzień pobytu w stolicy Francji rozpoczęliśmy od zwiedzania Muzeum d’Orsay – prawdziwej skarbnicy XIX-wiecznej sztuki, szczycącej się przede wszystkim  słynną kolekcją malarstwa impresjonistów.

Ta okazała budowla, w której znajduje się muzeum, to były dworzec kolejowy z czasów epoki przemysłowej. Stanowi ona arcydzieło architektury – największą uwagę zwraca piękny szklany dach i dwa masywne zegary dworcowe.

W środku nie można w ogóle robić zdjęć, jednak pani Kasi udało się po kryjomu pstryknąć kilka fotek „ku pamięci” naszego pobytu w niezwykłym muzeum z widokiem na  Sekwanę.

Pani Monika zrobiła wykład na temat malarstwa impresjonistycznego , po czym mądrzejsi o tę wiedzę mogliśmy podziwiać obrazy słynnych impresjonistów.  

Z racji, że sobota była kolejnym słonecznym i gorącym dniem postanowiliśmy po raz ostatni odpocząć w ogrodzie Jardin des Tuileries  - to miejsce szczególnie przypadło nam do gustu ze względu na swój osobliwy urok i panującą tam atmosferę.  

Zanim jednak dostaliśmy się do ogrodu, trzeba było przejść na drugi brzeg Sekwany . Gdy znaleźliśmy się na moście, obie nasze Panie postanowiły kupić „kłódki miłości” i zawiesić je na słynnym  Pont des Arts  - oczywiście kluczyki zostały wrzucone do rzeki, by tradycji stało się zadość.

Tego dnia wcześniej wróciliśmy do naszego paryskiego domu (Polska Szkoła), by móc spakować walizki i przygotować się do porannego wylotu. Dopiero po zorganizowaniu się po raz ostatni wyszliśmy na paryski bruk – każdy z nas bowiem chciał zrobić jeszcze jakieś zakupy. W tym celu udaliśmy się znowu do bazyliki Sacre-Coeur.

Na miejscu przywitały nas tłumy ludzi. W związku z tym, że skwar był niemiłosierny, postanowiliśmy ochłodzić się w fontannie – trzeba przyznać, że to była przednia zabawa – wzbudziliśmy ogólny podziw i śmiech patrzących na nas turystów.

W planie tego dnia był jeszcze rejs po Sekwanie, ale szczerze mówiąc,  nie mieliśmy już siły na udanie się do przystani. W drodze głosowania wybraliśmy więc dłuższy pobyt na Montmartre .

W związku z tym, że zrezygnowaliśmy z rejsu statkiem, Pani Monika zaprosiła nas wieczorem na kolację – tym razem wybór padł na chiński bufet w eleganckiej restauracji, którą polecił nam pan Konrad – kierownik Polskiej Szkoły w Paryżu. Wybór potraw był duży, dzięki czemu każdy z nas znalazł coś dla siebie i najadł się do syta!

Gdy wieczorem wracaliśmy z kolacji wąskimi uliczkami Paryża, zrobiło nam się żal, że kończy się już nasza paryska przygoda. Przez tych kilka dni pobytu w stolicy Francji bardzo się ze sobą zżyliśmy, lepiej się poznaliśmy, nie mówiąc już o tym, ile wspaniałych miejsc poznaliśmy!  Z pewnością ten wyjazd poszerzył nasze horyzonty i wiele nas nauczył.

Na koniec zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie wraz z naszymi opiekunkami - panią Moniką i panią Kasią oraz z panem Konradem - kierownikiem SPK w Paryżu. Otrzymaliśmy też od naszego gospodarza miłe upominki w postaci podkładek na myszkę z wizerunkiem szkoły oraz foldery.

Mamy nadzieję, że w przyszłym roku wyruszymy na podbój kolejnego miejsca – bo tę wycieczkę zaliczamy do jak najbardziej udanych!

 

W muzeum d'Orsay - zdjęcia robione po kryjomu :)

 

 

Na moście zakochanych:

 

 

Odpoczynek w fontannie pod bazyliką Sacre-Coeur:

 

W restauracji:

 

Pożegnalne zdjęcie na dziedzińcu SPK Paryż:

 



środa, 12 czerwca 2013

Wczesnym piątkowym porankiem udaliśmy się do jednego z największych na świecie muzeów – Musee du Louvre. Mimo że ulice Paryża były jeszcze ciche i zaspane, to przed Luwrem już ustawiały się tłumy turystów w kolejce. Na szczęście dzięki sprawnej obsłudze dość szybko dostaliśmy się do środka.

Wielkość muzeum wywarła na nas ogromne wrażenie. Powierzchnia wystawowa zajmuje bowiem ponad 60 tysięcy metrów kwadratowych, na których eksponowanych jest ponad 35 tysięcy dzieł sztuki. Na obejrzenie dokładnie wszystkiego chyba nie wystarczyłoby życia. W związku z tym, że podczas naszej wycieczki mieliśmy ograniczony czas i napięty plan , z góry założyliśmy sobie cel zwiedzania muzeum.

Odwiedziliśmy takie działy, jak: Starożytny Egipt, Starożytna Grecja, Starożytny Rzym, Rzeźba i Malarstwo. Naszym oczom ukazały się między innymi Sfinks, Ramzes II, obelisk z kodeksem Hammurabiego, Wenus z Milo, Nike z Samotraki, Mona Lisa i wiele, wiele innych arcydzieł sztuki.

Po wyjściu na przepiękny dziedziniec Luwru poświęciliśmy czas na robienie zdjęć w tle ze słynną szklaną piramidą. 

Po kilkugodzinnym zwiedzaniu muzeum poczuliśmy głód, udaliśmy się zatem w poszukiwaniu pysznego jedzonka. Tym razem mieliśmy ochotę na francuskie przysmaki, a znaleźliśmy je w przepięknym ogrodzie Jardin des Tuileries w restauracji pod parasolami.

Zamówiliśmy sezonowe sałaty z różnymi dodatkami – cechowały się one kruchością i świeżością, niektórzy z nas prawie połamali sobie zęby na oliwkach, które okazały się świeżutkimi owocami z pestkami :)  Jedliśmy również crepes , czyli cieniutkie naleśniki z nadzieniem.

Po takim posiłku poczuliśmy zmęczenie, a że tego dnia były największe upały, postanowiliśmy chwilę odpocząć w cieniu rozłożystych klonów. Warto tu dodać, że ogród Tuileries jest jednym z najstarszych w Paryżu, ciągnie się on wzdłuż prawego brzegu Sekwany. Roztaczają się z niego wspaniałe widoki na Luwr, place de la Concorde, Łuk Triumfalny oraz Musee d’Orsay i wieżę Eiffla po drugiej stronie rzeki.

Kolejnym celem naszej piątkowej wycieczki był Łuk Triumfalny , ale zanim tam dotarliśmy,  minęliśmy najpierw Plac Zgody ( place de la Concorde), na środku którego znajduje się okazała fontanna – tu rozegrała się mokra bitwa, w której udział wzięli również młodzi Francuzi.

Następnie udaliśmy się w kierunku Pól Elizejskich.  Avenue des Champs –Elysees uchodzi za najpiękniejszą ulicę na świecie  i aż trudno uwierzyć, że my tam byliśmy, co więcej – robiliśmy tam zakupy, by móc przywieźć do Corku trochę paryskiej mody!

Przy Łuku Triumfalnym obejrzeliśmy końcówkę religijnych uroczystości, które odbywają się codziennie o godzinie 18.30.

Nieco zmęczeni udaliśmy się spacerkiem w kierunku wieży Eiffla – współczesnego symbolu Paryża. Jedni mówią, że wieża jest przereklamowanym „metalowym złomem”, inni zaś są nią wprost zachwyceni. Na nas zrobiła ona duże wrażenie – co innego jest bowiem oglądać ją w podręczniku na zdjęciach, a co innego stanąć pod nią i czuć się malutkim tego świata.

W kolejce do wieży staliśmy prawie dwie godziny! Z nieznanych nam powodów zamknięto ostatnią kondygnację, zatem mogliśmy wjechać windą jedynie do  drugiego poziomu, co niektórych z nas wielce uszczęśliwiło ze względu na lęk wysokości ;)

Z samej wieży rozciągały się niesamowite widoki na Paryż, widzieliśmy również piękne Pola Marsowe – dech zapierało w piersiach, nogi się uginały, a niektórym nawet łzy popłynęły po policzkach. Wrażenia, wrażenia, wrażenia – oto co można powiedzieć o naszej wycieczce.

Gdy nasze stopy znów dotknęły ziemi, zrobiliśmy sobie ostatnie pamiątkowe  fotki w tle z wieżą Eiffla, po czym udaliśmy się na przystanek autobusowy. Robiło się już szaro, więc mogliśmy na koniec podziwiać oświetlona wieżę – ten dzień był naprawdę pełen atrakcji!

Wróciliśmy do naszych pokoi bardzo późno – byliśmy wykończeni, ale i szczęśliwi, że daliśmy radę zobaczyć tyle rzeczy! Śmiało można powiedzieć, że na paryskim bruku zdarliśmy sobie stopy!

Przed Luwrem:

 

 

Na Placu Zgody:

 

Pola Elizejskie:

 

Wieża Eiffla:

  

 I dowód na to, że nie tylko młodzież czuła zmęczenie:

 

 

 

 

 

 

 



wtorek, 11 czerwca 2013

Dzień drugi powitał nas niezwykłym słońcem i bezchmurnym niebem. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy na podbój Paryża.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do Parku Monson. Spędziliśmy tam poranek spacerując urokliwymi alejkami wśród zieleni i kwiatów. Następnym przystankiem była Opera Garnier. Po drodze odwiedziliśmy słynną galerię handlową La Fayette i zrobiliśmy tam małe zakupy- bo ceny tam są tak słynne jak sama galeria :)

Gmach opery w promieniach słońca zrobił na nas ogromne wrażenie. Szerokie schody, liczne kolumny i rzezbienia, a całości dopełniały bogate złocenia i piękna kopuła. Wielka sala tej opery mieści ponad 2 tysiące widzów, a scena 450 artystów.

Piękną Avenue de la Opera udaliśmy się na wyspę na Sekwanie Ile de la Cite. Najstarszym paryskim mostem Pont Neuf dostaliśmy się na drugi brzeg rzeki. Podążając do znanej na całym świecie Katedry Notre Dame mijaliśmy słynne paryskie więzienie La Conciergerie. To tu Maria Antonina spędziła ostatnie miesiące swojego życia przed ścięciem w pażdzierniku 1793 roku. 

Katedra Notre Dame kojarzy się wszystkim z Esmeraldą i dzownnikiem.  Jej budowę rozpoczęto   w 1163 roku. Powstawała etapami a koniec prac datuje się na 1345 rok. Fasada tej budowli wydała się nam bardzo imponująca. Uwagę przyciągała galeria królów znajdująca się tuż ponad wejściem oraz przepiękna rozeta o średnicy około 10 metrów. Po wyczekiwaniu w upale na swoją kolej, weszliśmy do wnętrza, które wypełniał mrok i przyjemny chłód. Wyjątkowa atmosfera udzieliła się wszystkim. Piękne rzeżby, witraże, ogromne kolumny i strzeliste sklepienie uświadamiały nam jak stary i cenny to zabytek. 

Po obejrzeniu katedry i zrobieniu pamiątkowych zdjęć udaliśmy się na obiad. Kręcąc się po uliczkach Saint Germain de Pres znależliśmy uroczą pizzerię, w której zaserwowaną nam pyszne - co prawda mało francuskie :) - jedzenie. Przy okazji obejrzeliśmy niezwykle śmieszny filmik pokazujący jak bardzo Włosi różnią się od innych obywateli UE.

Po obiedzie bardzo powolnym krokiem podążyliśmy do Ogrodów Luksemburskich. Mijając po drodze słynną Sorbonę dotarliśmy na miejsce. Delektując się pysznymi lodami zakupionymi tuż przed wejściem do Ogrodów wkroczyliśmy w niezwykły świat zieleni, egzotycznych palm, drzew, kwiatów i fontann. Wiele osób spędzało popołudnie tak jak my: wylegując  się na trawie lub siedząc na krzesełkach podziwiając piękno wokół.

Było miło, ale trzeba było wracać do szkoły. Postanowiliśmy ułatwić nieco powrót- bo już mocno bolały nas nogi i skorzystać ze słynnego paryskiego metra. Przeżyliśmy tam momenty euforii, grozy i ulgi. Sekretu nie zdradzimy, ale od tego momentu woleliśmy przerzucić się na sprawdzone autonogi lub autobus :) , który i tak nie przyjechał, bo odbywała się akurat duża manifestacja. Jak pech, to pech...

W końcu dotarliśmy do budynku przy Rue  Lamande. Wykończeni przygotowaliśmy kolację, a po niej rozeszliśmy się do swoich pokoi. Szybki prysznic, opatrunki na  odciski i spaaaaaaaaaaać !!!!!!!!!!!!!!!!    Ale było warto :)

Opera Garnier

Notre DamePałac i Ogrody LuksemburskiePark Monson

00:20, spkcork
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 czerwca 2013

5 czerwca, środa 6.40

Po niewielkich perturbacjach udało nam się w komplecie wsiąść do samolotu relacji Cork-Paryż. 

Rodzice ocierali łzy - nie wiemy czy smutku, czy radości. 

Zgodnie z planem wylądowaliśmy w stolicy Francji, gdzie przywitała nas piękna pogoda :) 

Do Polskiej Szkoły dotarliśmy bez problemów, szybko rozlokowaliśmy się w pokojach, bo Paryż na nas czekał...

Spacerem udaliśmy się pod Moulin Rouge, następnie przeszliśmy na Plac Pigalle, choć nie udało nam się spróbować najlepszych na świecie kasztanów, to i tak byliśmy zauroczeni tym miejscem.

Kolejnym przystankiem była bazylika Sacre-Coeur. Po obejrzeniu wnętrza zdecydowaliśmy się na pokonanie 300 schodów, by móc podziwiać panoramę miasta z samej kopuły. Zaznaczyliśmy swoją obecność zatknięciem polskiej flagi :)

Spacerując uliczkami Montmartre, oddawaliśmy się uciechom podniebienia, chłonąc wyjątkowy klimat paryskiej cyganerii.

Namówiono nas na sportretowanie jednego z uczestników wycieczki. Nie zdradzamy na razie jego tożsamości - może sami wpadniecie, kto to taki :D

Kontynuując zwiedzanie słynnej dzielnicy, dotarliśmy na Cmentarz Montmartre. Pierwsze kroki skierowaliśmy do grobu naszego wieszcza Juliusza Słowackiego. Uwieczniliśmy to na pamiątkowej fotografii.

Padając ze zmęczenia, ruszyliśmy w drogę powrotną. 

Ledwie wystarczyło nam sił na przygotowanie i skonsumowanie kolacji. Grzecznie rozeszliśmy się do swoich pokoi, by zebrać siły na kolejny dzień pełen wrażeń. 

Wyjątkowo dziś relacjonowały Pani Monika i Pani Kasia, bo dzieci już dawno śpią :D

 

 

 

Moulin RougeZATKNIĘCIE FLAGIZGADNIJ KTO TO?JULIUSZ SŁOWACKI

sobota, 04 maja 2013

WITAJCIE!

DZIŚ JUŻ PRAWIE KAŻDY PISZE BLOGA. TAK JAK I KAŻDY JEST NA FEJSIE. DOŁĄCZAMY DO TEJ GRUPY I TWORZYMY NASZEGO SZKOLNEGO BLOGA DLA WSZYSTKICH - UCZNIÓW, RODZICÓW I NAUCZYCIELI. JEŚLI JEST COŚ, CZYM CHCIELIBYŚCIE PODZIELIĆ SIĘ Z NAMI WSZYSTKIMI- PISZCIE. A MOŻE WYBIERZEMY NAJLEPSZEGO BLOGERA :))))

00:16, spkcork
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 maja 2013